Gluten – samo zło?

Obecnie jedno z pierwszych miejsc na liście najpopularniejszych diet zajmuje dieta bezglutenowa. Polega na wyeliminowaniu pszenicy, jęczmienia, żyta, owsa, ich produktów i wszystkiego z ich dodatkiem. Będąc na takiej diecie, trzeba zapomnieć o pieczywie, musli oraz produktach na bazie mąki, jak makaron czy naleśniki. Inne produkty, które nie kojarzą się ze zbożem też mogą mieć w swoim składzie gluten, np. piwo(zawiera gluten pochodzący ze słodu jęczmiennego!), wędliny, kiełbasy, konserwy rybne, jogurty owocowe, przeciery pomidorowe, słodycze i wiele, wiele innych. Dieta ta jest przeznaczona głównie dla osób uczulonych na gluten lub chorych na celiakię, czyli nietolerancję glutenu. Celiakia to choroba o podłożu genetycznym, która polega na nadmiernej odpowiedzi układu odpornościowego na gluten. U chorych nawet niewielka jego ilość może być niebezpieczna, ponieważ uszkadza kosmki jelitowe odpowiedzialne za wchłanianie składników odżywczych. Powszechne dodawanie do żywności składników zawierających gluten oraz fakt, że produkty „mogą zawierać śladowe ilości glutenu…”, powoduje, że ilość niedozwolonych produktów jest naprawdę długa. Problemem osób chorych jest często brak żywności bezglutenowej i niezanieczyszczonej glutenem. W mniejszych miejscowościach dostęp do niej jest bardzo ograniczony. Można się pogubić w świecie pełnym glutenu zwłaszcza, kiedy informacja o chorobie przychodzi nagle.

Nie rozumiem jednak fenomenu popularności diety bezglutenowej wśród osób zdrowych. W większości przypadków nie ma medycznych podstaw do jej stosowania. Aby rozpoznać chorobę muszą być spełnione określone warunki: charakterystyczna odpowiedź immunologiczna (badana jest obecność przeciwciał na białka zbożowe), zmiany w błonie śluzowej jelita i zmniejszanie ilości przeciwciał po wprowadzeniu diety. Rozpoznanie u siebie nietolerancji glutenu bez badań to wróżenie z fusów. Wyeliminowanie glutenu, co w przypadku osób chorych chroni je przed uszkodzeniami jelita, zaburzeniami wchłaniania i niedoborami składników odżywczych, u zdrowych prowadzi właśnie do niedoborów witamin i składników mineralnych pochodzących ze zbóż. Każda dieta eliminacyjna niesie ze sobą ryzyko niedoborów.

Osoby zdrowe traktują gluten jak samo zło. Uważają, że jest odpowiedzialny za problemy trawienne, zmęczenie, trądzik, tycie… Łatwiej jest odrzucić gluten niż przeanalizować dogłębnie, co i kiedy się je. Może zbyt dużo cukrów prostych (słodyczy i słodzonych produktów) – stąd bóle brzucha i trądzik, może nieregularne posiłki – stąd problemy trawienne i tycie, może brak ruchu, za dużo stresu, niewystarczająca regeneracja… Zwłaszcza, że „mieć nietolerancję glutenu” jest trendy. To styl życia, który czyni Cię wyjątkowym. Zakupy w sklepach „eko”, bywanie w popularnych restauracjach. Gwyneth Paltrow odstawiła gluten i zarobiła na tym, wydając książkę. Jenny McCarthy twierdzi, że w ten sposób wyleczyła syna z autyzmu. Miley Cyrus czy Victoria Beckham głoszą, że dzięki diecie bezglutenowej są szczuplejsze i piękniejsze.

Gluten nie sprzyja tyciu, tak jak brak glutenu odchudzaniu. Chyba że ktoś żywi się głównie białym pieczywem, to oczywiste jest, że może tyć. Moda spowodowała, że ludzie stawiają znak równości między żywnością bezglutenową a zdrową żywnością. Niestety symbol przekreślonego kłosa często stosuje się jako chwyt reklamowy. Po przeczytaniu składu okazuje się, że produkt nie zawiera glutenu, natomiast pełny jest polepszaczy, stabilizatorów i cukru. Produkty niezdrowe można znaleźć zarówno wśród tych z glutenem, jak i tych z przekreślonym kłosem.

Książki nawołujące do eliminacji glutenu radzą, że w ten sposób można pozbyć się „pszennego brzucha”. Kiedy czytam w nich, że zjedzenie dwóch kromek razowego pieczywa niewiele się różni od zjedzenia batonika lub wypicia puszki słodzonego napoju, to coś mnie trafia. Mąż mówi, że w ciąży nie mogę się denerwować, więc już kończę.

Dodaj komentarz