Święta, święta i… głodówka

Święta, święta i po świętach. Co roku przed Świętami w aptekach rośnie sprzedaż leków na wątrobę, niestrawność, zgagę i inne problemy trawienne, o których nie będę wspominać. Wszyscy chcą przygotować się na świętowanie.
Biała kiełbasa, szynka, jaja… „Jeszcze kilogram tej wiejskiej, którą Pani przede mną brała!” – daje się słyszeć w mięsnym. Po świętach w supermarketach mniejszy ruch, a w aptekach wręcz przeciwnie. Nadciąga szał odchudzania! Kupują tabletki, herbatki, saszetki i co tam jeszcze wymyślili, żeby z siłą ognia spalić to, co zostało po serniku i białej kiełbasie.

Jedni się odchudzają, inni głodzą.

Zwolennicy głodówek przekonują, że to proces sprzyjający zdrowiu, ponieważ zwierzęta, kiedy są chore, odmawiają jedzenia. Dość pokrętna logika. Mnie to nie przekonuje. Głodówka z pewnością nie jest dobrym sposobem na zrzucenie kilogramów. Może powodować wręcz odwrotny skutek. Głodówka hamuje produkcję hormonów tarczycy, które nadzorują metabolizmem, przez co dochodzi do jego spowolnienia. Po okresie głodzenia organizm przestawiony na wolny metabolizm zaczyna odkładać to, co dostanie. I błędne koło się zamyka.
Są także poważniejsze konsekwencje odmawiania sobie jedzenia, w tym pomijania posiłków. Otóż głodówki powodują stłuszczenie wątroby, co ma miejsce nawet u osób zdrowych. Kiedy nie jemy, zapasy energii w postaci glikogenu wyczerpują się. Wątroba jest w stresie i zaczyna magazynować tłuszcz na zapas. Nieprawdą jest więc bardzo powszechny mit, że kiedy nie jemy, tracimy tkankę tłuszczową. Może być wręcz przeciwnie.

Na chwilę jeszcze powróćmy do świątecznego stołu…
Nie wypadało przy nim odmówić babci kolejnego kawałka mazurka. Zwłaszcza podczas Świąt jedzenie staje się wyrazem miłości i sposobem na jej okazywanie. Nie tylko w chwili kiedy mama nakłada kolejny kawałek kurczaka synkowi, który zmizerniał na studiach w stolicy. Także wtedy, gdy ów student zjadając z apetytem, sprawia tym mamie ogromną przyjemność. „Na dokładkę” serwowana jest odpowiedzialność, która zmusza do zjedzenia wszystkiego, co jest na talerzu, chociaż znacznie przewyższa to nasze zapotrzebowanie i możliwości. W Święta brakuje nam rozsądku. I tak jemy, potem jemy, a potem znowu… jemy. Mały kawałek za małym kawałkiem.

I kiedy tak wszyscy sobie siedzimy w Poniedziałek Wielkanocny wieczorem i oglądamy film, ze stołu spogląda na nas sernik z makowcem. Rodzi się myśl: Może tak ostatni kawałek? A od jutra – „plan odchudzanie”.

Tylko jak przejść na dietę, kiedy lodówka nadal jest pełna?

One Reply to “Święta, święta i… głodówka”

  1. Czasami mniej znaczy lepiej 🙂 Sebastian się nasłuchał od teściowej: „a może jeszcze jeden kawałek, co tak mało, prawie nic nie zjadłeś” itd.

Dodaj komentarz