W ostatnim czasie dużo pisałam o motywacji, jej rodzajach, o tym, jak ją budować i wzmacniać, czyli o trudnych początkach zmiany. Dzisiaj chciałabym przejść do kolejnego jej etapu – DZIAŁANIA. Często bywa tak, że motywację mamy naprawdę dużą, ustaliliśmy cele te bliższe i dalekie, odpowiednio się przygotowaliśmy i wtem przychodzi rzeczywistość. Pokusy, zmęczenie, trudne emocje, stresujące sytuacje i codzienność…

Dlaczego, mimo wiedzy i szczerych chęci, trudno nam wytrwać? I jak sobie z tym poradzić?

Nierealistyczny optymizm

Na początku jesteśmy pełni pozytywnej energii i optymistycznie patrzymy w przyszłość. Czujemy, że nic nie jest w stanie nas złamać. Nawet nie chcemy myśleć o trudnościach, które mogą stanąć nam na drodze. Pojawia się w głowie wyobrażenie, że będziesz codziennie gotować, a do tej pory zdarzało Ci się to raz w tygodniu. Pojawiają się myśli, że nie będziesz mieć ochoty na słodycze, a wcześniej jadłeś je codziennie. Poza tym nie będzie pokus w sklepach, znajomi w pracy przestaną przynosić ciasto i tym razem wszystko się uda.

Rzeczywistość jest taka, że pojawi się spotkanie z przyjaciółmi, na którym zaserwują wino i kaloryczne przekąski, przyjdzie zmęczenie, kiedy wrócisz do domu i jedyne o czym zamarzysz to rzucić się na kanapę. Wyobrażenia bledną w konfrontacji z rzeczywistością, a nas dopada frustracja i zawód, bo tym razem miało być inaczej.

Zbadano, że nastrój wpływa na nasz sposób myślenia. Nastrój pozytywny sprzyja pobieżnemu i szybkiemu myśleniu, w przeciwieństwie do nastroju negatywnego, który stymuluje do wolniejszego, ostrożnego i dogłębniejszego myślenia. To dlatego na początku trudno dostrzec przeciwności. Warto być optymistą, ale realnym optymistą, który wierzy w sukces swoich działań i jednocześnie jest przygotowany na zdarzenia negatywne.

Spróbuj zastanowić się:
Co było powodem wcześniejszego niepowodzenia?
Co zabiera mi siłę?
Jakie sytuacje wywołują u mnie nadmierne jedzenie?

Odpowiedzi na te pytania pomogą wyciągnąć wnioski, aby przygotować się na pokonanie trudnych sytuacji w przyszłości.

Myślenie „zero-jedynkowe”

Jedną z przyczyn powrotu do starych nawyków jest myślenie w kategoriach „wszystko albo nic”, czyli albo realizuję swój plan całkowicie, albo nic nie ma sensu. Póki komponuję idealne posiłki, nie jem słodyczy, nie podjadam i codziennie ćwiczę, jest dobrze. Jednak w chwili odstępstwa porzucam dalsze starania, bo pojawia się poczucie, że dotychczasowe wysiłki poszły na marne.

Spróbuj postawić sobie cele na miarę aktualnych możliwości. Szukaj rozwiązań, które w danym momencie są możliwe do zrealizowania: jeżeli nie stać Cię na zajęcia w klubie fitness lub nie masz z kim zostawić dzieci – możesz ćwiczyć w domu, jeżeli pracujesz do późna – możesz przygotowywać posiłki rano lub w weekend, nie masz siły, aby gotować codziennie – gotuj na zapas, przechowuj w pojemnikach i mróź. 

Staraj się realizować swój cel, jak najlepiej potrafisz, ale zaakceptuj fakt, że nie zawsze będzie idealnie. Progres znaczy więcej niż perfekcja.

Wychodzenie poza strefę komfortu

W najprostszych słowach strefa komfortu to taki stan, w którym czujemy się dobrze i bezpiecznie. Być może zaskoczę Cię, ale nie jestem osobą, która nawołuje osoby odchudzające się do wychodzenia ze strefy komfortu, przynajmniej na początku.
Kiedy chcemy zmienić pracę lub mieszkanie, spokojnie podchodzimy do tematu – szukamy ofert, analizujemy wady i zalety, radzimy się bliskich i specjalistów. W kwestii odchudzania dokonujemy zbyt dużo zmian na raz. Wyskakujemy gwałtownie ze swojej strefy komfortu i dziwimy się, że tak bardzo chcemy tam wrócić. Jeżeli nie lubisz biegać, nie zmuszaj się do tego. Nie lubisz sałatek, nie musisz ich jeść.

Nie namawiam do stania w miejscu i braku samorozwoju. Jednak uważam, że codzienne małe kroki, w zgodzie ze sobą, przynoszą trwalsze efekty, niż poniedziałkowe zrywy. Dbając o to, aby cele były zgodne z naszymi możliwościami, zwiększamy prawdopodobieństwo długotrwałego sukcesu.

Negatywna motywacja

Jeżeli kiedykolwiek postawiłeś sobie pytanie: Dlaczego chcę schudnąć?, to najprawdopodobniej znasz już kilka powodów. To właśnie osobiste, wewnętrzne powody najbardziej pomagają nam wytrwać. Nie wyobrażenie siebie w kostiumie kąpielowym, nie fiszki na lodówce, ale osobiste powody. Dobrze, jeżeli spiszesz je na kartce i w chwilach zwątpienia lub osłabienia siły woli przypomnisz je sobie. Polubienie siebie, wejście na 2 piętro bez zadyszki, swobodna zabawa z dziećmi, nowa sukienka, lepsze relacje z bliskimi…

Jeżeli to dla Ciebie takie ważne, to warto podjąć trud zmiany nawyków, prawda?